środa, 4 września 2019

Rozdział 3

Wiatr we włosach , te zapachy , ludzie . Ale stop Victorze Dewour , nie jesteś taki jak twój ojciec. Nie pochodzisz od samej śmierci , nie jesteś taki , czas się zmienić , tylko czy właśnie nadeszła taka pora . Czy ja jedyny syn Arona Dewoura i Sophii Dewour jestem wstanie się zmienić , przynajmniej postaram się nie być taki chamski , arogancki i władczy…chociaż to moje najlepsze cechy jakie odziedziczyłem po jakże kochanym i uwielbianym ojcu. Moja matka od kiedy  się urodziłem zawsze przysparzała mi do głowy , że wampir to też człowiek , tylko że silniejszy , bez uczuć i z innymi zdolnościami , czego nie będą mieli na pewno ludzie. Zatrzymałem się przy tabliczce z napisem ,, Witamy w Luizanie” No proszę to tutaj moja matka sprawuje rządy , ciekaw jestem czy ucieszy się ktoś ze starych znajomych na mój widok .  Idę powolnym krokiem rozglądając się na boki , ludzie chodzą normalnie nie zważając że jest tu wampir , moją uwagę przykuwa biała tablica .Podchodzę i co widzę,, Prawa i obowiązki ludzi i wampirów’’ – no to jest już szczyt wszystkiego moja mama wymyśliła jakieś cholerne prawa które trzeba przestrzegać , nie po to żyję ponad 400 lat żeby teraz bratać się tymi kruchymi człowiekami.
      -musisz je przestrzegać Dewour jeżeli chcesz tu zostać – warczy za mną jakiś głos ,  a ja już wiem że jest to niejaki pan Iwan Bremel , liczący ponad 500 lat i należący do gwardii mojej matki .
     -nie mam zamiaru tutaj zostawać na dłużej Bremel – wycedzam przez zęby w stronę długowłosego blondyna , jest on z wampirów prawie najstarszy   bo ma taką starą twarz.                   
        Prawdopodobnie urządziły go tak czarownice 400 lat temu jak jeszcze istniały i nie palono ich jeszcze . Czarownice nigdy nie byłyby nieśmiertelne jak my , a podobno to nasz kochany gwardzista Iwan wydał nam kryjówkę czarownic , a my jako wampiry spaliliśmy ich cały dom tylko jedna zdążyła rzucić jeszcze klątwę na tego kto ją wydał nim została pochłonięta przez zabójczy żywioł.
-twoja matka szukała cię przez tyle lat
-nie baw się z moją niańkę Iwan , idę ją odwiedzić -  i ruszyłem moim pędem pod bramę zamku .
       Nie było mnie ponad sto lat a nic się z wierzchu nie zmieniło , rozejrzałem się po dziedzińcu i wyczułem sporą grupkę w ludzi w pałacu , na samą myśl o krwi aż ślinka cieknie . Ale opanuj się Victor masz się zmienić , koniec z zabijaniem .
    Ruszyłem schodami , otworzyłem drzwi i stanęło naprzeciwko mnie dwóch gwardzistów
    -no proszę tyle lat a wy wciąż tu –zacmokałem
     -nie wejdziesz do środka , królowa jest zajęta – odpowiedział Christian Volter
      -jakbyś nie zauważył już tutaj jestem – ominąłem ich a oni złapali mnie za ramiona przytrzymują–nie ładnie to tak atakować od tyłu , przecież ja muszę się bronić –odwróciłem się do nich twarzą a oni spojrzeli się na mnie ze strachem –nadal jesteście tacy sami – wkradłem się do ich umysłu.
         Patrząc jednemu potem drugiemu w oczy , nakazałem im aby zasnęli a ci jak na zawołanie jak stali tak upadli na ziemię choć mieli otwarte oczy . Wsadziłem ręce do kieszeni i ruszyłem w wampirzym tempie do Sali balowej skąd unosił się zapach ludzi , jak i mojej matki . Oparłem się plecami o skrzydło drzwi i słuchałem co tam mają do powiedzenia .
    -zrobię bal co wy na to?-no tego było za wiele , wiedziałem że moja matka chce w zgodzie żyć z ludźmi ale teraz .
    -sądzę że to będzie wspaniały pomysł w końcu może bezguścia założą sukienki –burknęła jakaś blondyna
     -ej licz się ze słowami-odkrzyknęła jej jakaś ubrana w dziwne kolory. Musiałem się wtrącić
     -bo coś ci się  stanie –odezwałem się tak chłodno , że obrócili się do mnie
     -Victor co ty tu robisz?-spytała królowa , a już byłem obok niej  ,spojrzało się na nas mnóstwo głów. No tak fakt , niektórzy wierzą  że stworzyła  mnie magia , gdyż nie mogłem tak po prostu  sobie dorastać. Matka jak zwykle  chce byćdla wszystkich  najmilsza , i najważniejszy dla niej jest pokój  wśród  mieszkańców. Dodając pare słów  i czekając  aż zaczną uciekać , z wiedzą że chce ich krwi , nastąpiło coś innego. Jedna z nich popchnęła swoją koleżankę  w moją stronę  , poczułem jej strach , więc  chciałem dodać jeszcze bardziej swojej złej natury , ale czar prysł jak tylko spojrzałem w jej oczy , te duże zielone oczy przepełnione tym czym wampir sie napawa najbardziej. Uspokoiła się , ale i tak przycisnąłem ją swoim ramieniem do torsu . Czułem to, nie bała się już , tylko zaskoczona była .
   Poczułem wtedy takie ciepło bijące od niej.
     -Victor , co ty robisz?-zapytała agresywnie moja rodzicielka
   -mamo , wiesz dobrze , że w jednej sekundzie mógłbym skręcić jej kark , porwać , albo zrobić tutaj rzeź – odpowiedziałem pewnie , wciąż bacznie przyglądając się jej  , obróciłem ją tak  że plecami  oparta była o mój tors obejmowałem jej ramiona by mi się nie szarpała bo zrobię jej coś  , –zobacz Katerine jakich masz bohaterskich przyjaciół , nie ładnie chłopcy i wy nazywacie się mężczyznami –zacmokałem  , nachyliłem się nad jej szyją  , zaciągnąłem się jej zapachem  który na długo pozostanie w moich nozdrzach , puściłem ją , mrugnąłem do niej , odwróciłem się do matki i podniosłem ręce w geście obronnym.
Podeszła do tej dziewczyny Katerine , a potem rozkazała Lucjuszowi ich wyprowadzić . Odwróciła się do mnie z niewyraźną miną
     -no dalej zawołaj tych cholernych gwardzistów i zamknij mnie – wrzasnąłem .
   Moja matka zamknęła drzwi od Sali z której parę minut temu wyszła ta grupka dzieciaków z kobietą .
    -nie będę cię nigdzie zamykać Victor –powiedziała spokojnie matka , no taka ona właśnie była , spokojna opanowana , do każdego wyciągała pomocną dłoń i może dlatego mój przeklęty ojczulek z nią był –gdzie byłeś tyle czasu , kazałam im cię szukać
    -świetnie , – odsapnąłem zażenowany , no tak moja wiecznie troszcząca się mamusia – masz mi za złe że go zabiłem –powiedziałem cicho , ona położyła mi dłoń na ramieniu i dodała
     -nie będę go opłakiwać , bo za dużo czasu minęło , ale myślałam że się zmieniłeś , a ja ciągle słyszałam , zabito dwóch , trzech , jedną osobę , prawdopodobnie to zwierzę , nawet nie wiesz jak się bałam o ciebie –powiedziała z rozżaleniem – nawet przywódca wilkołaków na ciebie poluje
    -a co mam powiedzieć , twój kochany mężulek , a mój kochany ojciec , do śmierci by mnie katował , kiedy jestem głodny , pojawiają mi się te wszystkie blizny na całym ciele ,chciałem w końcu by mnie zabił , ale ja wciąż żyję –odszedłem od niej kawałek , spojrzałem na nią –mam jedną wielką bliznę na szyi aż do ramienia ,   palił mnie , torturował , powiedział że nie mogę być silny jak on ,nie nawidził mnie kazał mi zdechnąć , nawet nie docierało do niego że byś go wyniła  , a kiedy mu powiedziałem idź do diabła , to ten mi odpowiedział , właśnie nim jesteś i trzeba z tobą skończyć
       -Victor minęło ponad 200 lat , przeżyłeś wiele wojen , wiele tortur , palono cię na stosie , wbijano kołek w serce w dawnych czasach , a ty to przeżyłeś , są nowe czasy synu , ludzie dają nam swoją krew a my w zamian ich ochraniamy przed niebezpieczeństwami , każdy z nich raz na miesiąc oddaje swoją krew ,  zostań ze mną synu – i przytuliła mi się do pleców dodając – co byś zrobił tej dziewczynie
      -wszystko , czego żadna z tych ludzi by nie chciała , wypił bym jej krew , ale na razie nie całą –oblizałem się –zrobił bym z nią takie rzeczy o których myślą ci słabi faceci , znów bym pił a potem zabił- powiedziałem stanowczo -mamo nie wiem , z jednej strony zabijanie jest poniekąd w naszej duszy , ale robiąc to jestem taki jak on -przetarłem włosy dłonią - sądziłem że umrę , wbił mi ten cholerny kołek w serce , i wiesz co się stało
     -mów- szepnęła
      -zaczął wrzeszczeć na mnie , że jestem potworem , wybrykiem natury , że nie powinienem istnieć od tylu lat -stanąłem naprzeciwko niej , położyłem ręce na jej ramiona -powiedział , że nikt nie może mnie zabić -przełknąłem ślinę , wpatrując się w przerażone oczy mojej matki-wtedy zabiłem go sztyletem i  wyrwałem mu serce , a potem spaliłem go
    -synu , przeżyłeś to się liczy - i zatopiłem się w jej uścisku , z którego  płynęło tyle pozytywnych uczuć , otrząsnąłem się z tego odszedłem w ciszy do pokoju w którym kiedyś zamieszkałem .
       Nie spojrzałem na moją rodzicielkę , nie chciałem widzieć tego wszystkiego . Najbardziej zastanawiało mnie to , kiedy mnie ojciec przetrzymywał , że nigdy nie kochał swojej żony , że wampiry nie mają uczuć , nie mogą kochać i nie zakładając rodzin . Ale przecież coś musiał czuć , skoro urodziłem się ja , a może specjalnie tak mówił chcąc mną manipulować. Pamiętam tylko , ten jego szyderczy śmiech , kiedy kilkadziesiąt razy wbijał mi kołek w ciało .
     Wszedłem do mojego królestwa , które naprawdę tak samo wyglądało jak odszedłem , wielkie łóżko , szafa , biurko , drzwi do łazienki , okno , i stary czarny fortepian , uśmiechnąłem się na ten widok . Położyłem się na łóżku i tępo wpatrywałem się w sufit , który był zdecydowanie za wysoko .
      Wciąż w głowie i w nosie miałem twarz tej dziewczyny jak i jej zapach , niby normalny , ale inny , a to mi wystarczało by zagłębić się dalej w historię tej dziewczyny , która tak strasznie się bała , kiedy to ją trzymałem , z drugiej strony zaglądając w jej umysł dostrzegłem kilka obrazów wspomnień , chyba sądziła że to jest jej ostatnia chwila życia , ale coś mi zdaje że niejaka panna Katerine Oswald o zielonych oczach jak szmaragd , wywoła u mnie coś co w pewnym sensie każdy z nieśmiertelnych chce ukryć przed całym światem , i przed własnym sobą, że my wampiry potrafimy czuć , nie nie możemy czuć bo nie  czujemy żadnych emocji albo bólu . Ale ta historia zobaczymy do czego doprowadzi .
           -chyba tu na dłużej zostaniesz panie Victorze – oznajmiłem do siebie uśmiechając się .

niedziela, 25 sierpnia 2019

Rozdział 2

Najedzona i ubrana w ciemne rurki i luźną białą bluzkę na krótki rękaw , wiązałam właśnie sznurówki od moich czarnych trampek . Krzyknęłam jeszcze w korytarzu , że już idę , wyszłam z domu gdzie czekała na mnie już Klara . Była ubrana w bordowe legginsy i dłuższą beżową bluzkę rękawkiem do łokcia i kremowe baletki.
         -to co gotowa na podbój zamku rodziny Dewour?- spytała z poważną miną
         -ależ oczywiście rudzielcu – zaśmiałam się wraz z nią . Cóż moja przyjaciółka była bardzo podekscytowana,  gdyż wierzyła w te wszystkie miłosne książki o wampirach  i ludziach , że taka historia przydarzy  się właśnie jej. Tylko,że  to nierealne.
        Minęliśmy po drodze jednego wampira który siedział pod drzewem i patrzył na bramę do szkoły , gdzie zrobiło się zbiegowisko ponad dwudziestu uczniów . W naszej klasie było 13 dziewczyn i 9 chłopaków. Także zawsze nauczyciele żartowali , że to jest żeńska klasa , bo przeważnie w klasach dominowali chłopacy . Stanęliśmy razem z Andżeliką i Laurą , z którymi także dobrze się dogadywaliśmy . Andżelika była najwyższa ze wszystkich dziewczyn , gdyż mierzyła 175 cm a ja zaledwie 167cm , nosiła okulary w których wyglądała naprawdę rewelacyjnie , na to miała grzywkę ściętą do brwi , a kolor włosów miała brązowy przeplatany z jasnymi pasmami blond farby .
        Laura była w moim wzroście i uwielbiała wszystko co jest kolorowe , może dlatego , że zawsze miała coś kolorowego na sobie . Teraz była ubrana w  ciemnoróżowe jeansy i białą z żółtymi rękawkami bluzkę .
     -jestem ciekawa jak tam jest , czy skradnę serce jakiemuś wampirkowi – usłyszeliśmy rozmarzony   głos Alex .
      Alex Corell to typowa blondynka , z drapieżnym pazurem , od zawsze malowała się aby wyglądać na starszą . Podkreślała to przez mocno pomalowane oczy , usta i dużą ilość fluidu z pudrem na twarzy. Jedynie można było by pozazdrościć jej figury , którą miała jak modelka . Chude nogi , płaski brzuch i w ogóle była najchudszą dziewczyną w szkole, przez swoje zamiłowanie do diety liczącej 1000kcal dziennie , nie wiem jak ona może wytrzymać cały dzień z taką małą porcją jedzenia. Zawsze wmawiała wszystkim , że chciałaby być wampirem i żyć wiecznie młodą . Choć z jej charakterem  to nie wiem czy ktoś  odważyłby się spędzić  z nią wieczność.
    -tyle podkładu  nawaliłaś , że nie zauważą że jesteś człowiekiem –zaśmiał się Brian a wraz  z nim  reszta chłopaków i dziewczyn
     -bardzo śmieszne Brian , ja przynajmniej chce wyglądać jakoś ,a nie jak te bezguścia- i spojrzała na nas
    -trzymajcie mnie bo jej zaraz przywalę – szepnęła Andżelika , przez co zaśmiałam się co nie uszło uwadze blondwłosej
   -a ty z czego się śmiejesz Oswald , spójrz na siebie i koleżanki jesteście siebie warte – i zarzuciła włosami oddalając się ze swoimi trzema przyjaciółeczkami , które nawet przefarbowały włosy by się do niej upodobnić
   -jak ona mnie wkurza-wycedziła Klara-niech ją tam w tym zamku gdzieś zamkną –dodała.
   Podeszła do nas pani Isabelle i zaczęła nas liczyć czy się zgadza liczba uczniów 22.  I spojrzała na zegarek , potem na nas i rzekła
    -jesteśmy gotowi – a tuż za nią znikąd pojawił się ciemnowłosy mężczyzna . Był bardzo wysoki w czarnym płaszczu do ziemi
    -ruszamy- powiedział bez zbędnych emocji i ruszył pewnym krokiem w drogę zamku
    -pani profesor , kto to – zapytał Simon cicho
    -to jest..-ale nie zdążyła odpowiedzieć , gdyż wyprzedziła ją postać przed nami
    -Lucjusz , drugi stopień gwardii królewskiej –odpowiedział chłodno
   No proszę , taki chłód poczułam od jego słów , no ale cóż może nie każdy wampir jest taki zimny  i straszny jak go się opisuje. Nikt się nie odzywał do końca drogi , szliśmy w milczeniu przez ponad 10 minut , powiedzmy szczerze dość szybkim krokiem . Nagle stanął prostując się i odwracając przodem do nas powiedział stanowczo
    -kłaniacie się , mówicie Wasza Wysokość , nie pytacie się bez pozwolenia i nie oddalać się
    Przytaknęliśmy głowami ,  a on otworzył drzwi w bramie i ruszyliśmy za nim  .  Znajdowaliśmy się na dziedzińcu ,  a naprzeciw nas wielki stary zamek z kilkoma wieżami i setkami okien . Wokół nas było pełno zieleni , niby bezpiecznie ale w końcu człowiek jest wśród wampirów , no cóż z obawami ruszyliśmy za Lucjuszem .
    Weszliśmy do środka zamku , wnętrze było starodawne , z resztą nie dziwię się z tego co wiadomo oni mieli po parę setek lat.
   -idziemy – burknął , i wchodziliśmy do góry po schodach , na których zarzucony był długi czarno czerwony dywan .
      Zaprowadził nas przez wielkie drzwi , niczym wrota i otworzył je , po czym weszliśmy do środka , znajdowaliśmy się prawdopodobnie w Sali tronowej gdyż pomieszczenie było długie , i szerokie , na końcu siedziała kobieta była blada , ale w miarę młoda , miała na sobie długą czarną suknię i ciemne spięte włosy w koka . Wstała i w mgnieniu oka wampir Lucjusz jak i pozostałe wampiry a było ich dwóch obok niej uklękli . Nie wiedzieliśmy co zrobić ,  nasza wychowawczyni także uklękła ale zaraz przed nią pojawiła się ona i łapiąc za ramiona podniosła .
   -wstań Isabelle ,przecież mamy ich oprowadzić i pokazać jak żyjemy –powiedziała miło –chodźcie śmiało. Podeszliśmy do niej bliżej , Lucjusz już gdzieś wyszedł wcześniej kłaniając się w jej stronę a pozostała dwójka przy tronie już stała wyprostowana
     -Samuel i Jasper , zostawcie nas – ci także po ukłonieniu się wyszli i dodała –nazywam się Sophia Dewour i witam was w moim zamku ,  najpierw chcę was upewnić że nic wam się nie stanie , nie ma się czego bać –mówiła to z takim przekonaniem że chyba każdy z nas uśmiechnął się w jej kierunku.   –znajdujemy się teraz w Sali tronowej gdzie zwołuję tutaj posiedzenia wampirów   , ale spokojnie nie wszystkie sale są takie opustoszałe , chodźcie za mną-dodała i  wyszliśmy z Sali  .
    Zwiedziliśmy chyba każdy zakamarek tego zamku , począwszy od Sali balowej  , która była chyba największa ,a skończywszy na jakimś pokoju gdzie było zimno i były lodówki , ale później wyjaśniła że to tam właśnie przechowywana jest nasza krew . Andżelika szepnęła do mnie
    -tutaj jest chyba z 500 pomieszczeń
    -225 dokładnie –zaśmiała się – jako wampiry też musimy oczywiście przebywać w pokojach , ale przyspieszając wasze pytanie , dodam że w trumnach nie śpimy
    -to wy śpicie ?-zapytał się Chris
     -śpimy gdy jesteśmy wyczerpani , lub na głodówce bez krwi – powiedziała .
     Nogi mnie już bolały bo normalnie to człowiek , nie wchodzi na piąte piętro ,
     -to teraz zejdźmy do Sali balowej i postaram odpowiedzieć się na wasze pytania .
 Przez całą wycieczkę mijaliśmy wampiry ,a to straszniejsze a to mniej , młodsze z twarzy lub starsze . Gdy weszliśmy do środka ona nagle klasnęła w dłonie i powiedziała przyjaźnie i z entuzjazmem
     -aby polepszyć nasze stosunki z wami , urządzę bal , co wy na to?- spytała
     -sądzę że to będzie wspaniały pomysł w końcu może bezguścia założą sukienki –burknęła Alex
     -ej licz się ze słowami – krzyknęła Laura
     -bo coś ci się stanie – powiedział jakiś chłodny głos , że aż ciarki na plecach mi wyszły
           Obróciliśmy się do drzwi skąd dobiegł nas głos , a tam oparty o jeden ze skrzydeł drzwi stał w białej koszuli , czarnych spodniach , w kruczoczarnych włosach ułożonych w nieładzie , młody chłopak , blady , dobrze umięśniony gdyż jego koszula była opięta na torsie,nie mógł mieć więcej  niż 26 lat , lecz co ja myśle to wampir , i napewno ma o wiele  więcej. Wydawał sie  naprawdę przystojny , a co ja mówię on naprawdę był taki , az dziwne że w takim wieku  chciał się przemienić.
      -Victor co ty tu robisz?-spytała królowa , a już po chwili go nie było , odwróciło głowę 22 osoby z panią Fitz ,a obok królowej on tam stał
      -tak mnie witasz mamo – ostatnie słowo tak wyraźnie zaakcentował – tyle lat mnie nie widziałaś , a tak  się  zwracasz tylko - dziwne to , czy to naprawdę  jej syn, tylko że wampiry nie mogą mieć dzieci  , chyba że to prawda co mówił mi dziadek że został poczęty dzięki magii. Ale właściwie  to nikt jakoś nie szukał więcej  informacji  , bo niby kogo by zapytać o prawde.
     -synu , to nasi dawcy krwi , ci najmłodsi – powiedziała ze spokojem – witaj - i przytuliła go , co odwzajemnił
       -musisz obudzić  gwardzistów i ich wywalić nie chcieli mnie wpuścić
     Zbliżył się do nas a my nie mogliśmy się nawet ruszyć , jego matka stała tak spokojnie , chodź z pewną obawą w oczach co zrobi .
      -to kto mnie pożywi – bardziej zastanowił się i ruszył na nas , aż zaczęłam się bać , wraz z chyba resztą, nie dosyć że stałam pierwsza wraz z innymi osobami , to bałam się jeszcze bardziej
     -weź ją –krzyknęła Alex i poczułam mocne popchnięcie mnie w plecy tak że upadłam na kolana dobre dwa metry przed resztą , ale parę kroków przed nim  . Jest pięknie , pomyślałam. Klęczę na ziemi i zaraz będę  pożywieniem , przełknęłam ślinę czekając co nastąpi .
        Podniosłam głowę , a on kucnął przy mnie ,spojrzał w moje oczy które były teraz przepełnione strachem ,jednak było w tym coś innego , czarność która biła z oczu z chwilą uległa  zmianie i pojawiła się barwa brązowych tęczówek . To było  coś nadzwyczajnego , jakby zmiana zachowania ze złego na lepsze  . Nie bałam sie już tak bardzo,  jakby mówił do mnie w myślach   - nie bój się
Victor wstał , wyciągnął  swoją rękę w moim kierunku abym ją pochwyciła i wstała . Nie wiem z jakiego powodu tak uczyniłam , złapałam jego rękę która była tak strasznie zimna , wstałam szybko , ale on złapał mnie  za drugą i przyciągnął bliżej siebie , musiałam podnieść głowę do góry , był nawet wyższy od Briana Smitha , który miał 180 cm . Patrzył mi prosto w oczy , a ja w jego , czas jakby się zatrzymał w miejscu , widziałam w jego oczach wyższość , ale także coś co przyciągało mnie, by jeszcze zostać nie iść nigdzie.
     -Victor , co ty robisz?-zapytała agresywnie królowa
      -mamo , wiesz dobrze , że w jednej sekundzie mógłbym skręcić jej kark , porwać , albo zrobić tutaj rzeź – odpowiedział pewnie , wciąż bacznie przyglądając się mi , nagle obrócił  mnie , tak że plecami dotykałam jego klatki piersiowej , jego ręce obejmowały moje ramiona , zobaczyłam strach w oczach mojej klasy jak i nauczycielki , ale właściwie nie bałam się  , byłam  tylko zaskoczona takim obrotem sprawy , nie spodziewałam  się  tego –zobacz Katerine jakich masz bohaterskich przyjaciół , nie ładnie chłopcy i wy nazywacie się mężczyznami –zacmokał , a ja aż zastygłam bo skąd zna moje imię  , jego oddech czułam wokół szyi gdy się pochylał , zaciągnął  się nosem , potem wypuścił mnie , spojrzałam na niego , i po prostu mi mrugnął , potem odwrócił się do matki i podniósł ręce w geście obronnym – przecież nic nie zrobiłem
    Koło mnie pojawiła się królowa
    -nic ci nie jest , przepraszam za niego- powiedziała dotykając moich ramion
     -nic – szepnęłam
     -to chyba koniec wycieczki , Lucjusz wyprowadź ich –i pojawił się przed nią
    -tak jest wasza wysokość – i ukłonił się , spoglądając na Victora którego się nie spodziewał i wyszliśmy z Lucjuszem z zamku ,wszyscy byliśmy w szoku po tym co się stało , a zwłaszcza że jej syn wrócił , a nikt z nas nie wiedział co się z nim stało , jeszcze chwilę  temu bałam się  że mogłam stracić życie i nie spotkać już więcej mamy , taty oraz Klary , a teraz  z chęcią  dowiedziałabym się  kim on tak naprawdę  jest .Po ochłonięciu z zaistniałej sytuacji pani Fitz rozporządziła rozejście się do domów po wcześniejszym spytaniu się czy aby mi nic nie jest,po zatwierdzeniu że nic mi nie jest i że nadal żyję , ruszyłam do domu wraz z rudowłosą
    -tak strasznie się bałam Kate  , że cię stracę – powiedziała i objęła mnie mocno , przytulając do siebie
    -ja też się bałam
    -ale przyznasz że jest wprost nieziemsko przystojny , i ten jego stanowczy  głos – powiedziała
    -no jest , ale zastanawia mnie , skąd zna moje imię
    -to wampir , może czyta w myślach tak jak jego ojciec – powiedziała wzdrygając ramionami
    -możliwe – odetchnęłam widząc mój dom – tylko błagam nie mów nic o tym moim rodzicom , nie chce by się bali – powiedziałam spokojnie.
  -masz moje słowo , a teraz pa pa , do jutra- cmoknęła mnie w policzek po czym pomachała mi i poszła do domu . Naciskam klamkę i wchodzę do środka , krzyczę
     -wróciłam - i kieruję się w stronę kuchni . Odetchnęłam głęboko , i uspokajając się usiadłam do stołu , czekając aż mama nałoży mi trochę zapiekanki , napotkałam pytający wzrok ojca i już wiedziałam że czeka mnie opowiadanie , jak było u królowej .

.............
Witam , prosze zostawiać linki  do swoich blogów , może jakiś mi sie spodoba i będę  stałym czytelnikiem :-)



czwartek, 22 sierpnia 2019

Rozdział 1

Dzisiaj pierwszy raz miałam iść na pobranie krwi , troche się stresowałam czy aby na pewno nic się  nam nie stanie
- mamo dużo pobiorą mi tej krwi?-
- jeden woreczek , to nic takiego , nawet nie poczujesz a już będzie po wszystkim , to 200 ml tylko - powiedziała mama spokojnie idąc ze mną - no i w sumie dostaniesz czekoladę  - i już  wiedziała  czym może mi dodać otuchy. Idąc tak zastanawiałam się  że  te ich prawo jest jakieś dziwne , jak pytałam się taty czemu tymi wampirami no i powiedzmy nami czyli ludźmi rządzi kobieta , a nie mężczyzna . Zawsze unikał tego tematu , odpowiadając że on jej dał rządzenie za krzywdy które jej wyrządził , a pytając się gdzie teraz jest jej mąż , ciągle słyszałam to samo , nie powinno cię to interesować , jest daleko stąd.
- a mamo , widziałaś już  kiedyś królową ?- byłam strasznie ciekawa jak wygląda , bo z wielu opisów , które ludzie mówią , to jest piękna i wiecznie młoda .
 Chociaż już parę razy miałam do czynienia z wampirem , bo chodzą sobie wśród nas ,  ale można ich łatwo odróżnić , przez elegancki strój , zawsze chodzą w ciemnych ubraniach  a kobiety przeważnie też w takich kolorów . Są bladzi , choć na słońcu mogą przebywać .Pamiętam jak raz z Klarą opalaliśmy się w parku na kocach co akurat , było tak strasznie duszno i gorąco , to podeszła do nas jedna kobieta wampir , która pozazdrościła nam naszej skóry , że jesteśmy opalone a ona na zawsze będzie blada. Z jednej strony mają dobrze ,  bo przynajmniej nie jest im zimno jak pada śnieg i jest mróz
- widziałam ją , jest naprawdę piękną kobietą , zwarzywszy na tyle setek lat ile ma to nie ma zmarszczek jak ja –mama zaśmiała się , a ja z nią
- A są pokojowo do nas nastawieni?- tak wiem zadałam głupie pytanie
-no cóż , jeżeli nie wchodzisz im w drogę i nie sprzeciwiasz się , to nie zrobią ci krzywdy -powiedziała - a kim jest Victor ? -Wtedy mama nagle stanęła i odwróciła głowę na mnie
- to syn Arona i Sophii , nikt nie wie gdzie jest i tyle powinno ci wystarczyć . A teraz chodź- powiedziała szybko i pociągnęła mnie za rękę .
O nic więcej się nie pytałam , najwidoczniej nie ma co do gadania o tym Victorze , i doszliśmy w końcu do szpitala gdzie miałam oddać krew. Do końca dnia siedziałam z rodzicami w domu , a potem poszłam spać gdyż jutro do szkoły .

Wstałam , umyłam się i ubrałam zjadłam śniadanie . Pożegnałam się z mamą która wychodzi później do pracy . I wyszłam z domu , na dworze było w miarę ciepło , a za mną czekała już Klara z którą się przywitałam . Miała do mnie po drodze , gdyż mieszkała zaledwie 6 domów dalej ode mnie . Całą drogę do domu gadaliśmy o pierwszym pobraniu krwi , ona miała przedwczoraj a ja wczoraj pobieraną. Do szkoły doszliśmy w 20 minut. Minęłam się na wejściu z Davidem , z którym kiedyś się przyjaźniłam , ale on chciał czegoś więcej i doszedł do wniosku że nie będziemy się dalej przyjaźnić bo on czekał na cos więcej z mojej strony , no cóż mówi się trudno. Teraz mam Klarę , z którą jesteśmy jak siostry , prawie wszystko robimy razem no i mamy tego samego wroga , który nas nie lubi jak i reszty szkoły czyli blondwłosą dziewczynę Alex Corell , która chodzi z nami do klasy . Kiedyś była w miarę do wytrzymania , ale kiedy jej rodzice dostali lepszą pracę to życie wywróciło jej się do góry , a to znaczy że prawdopodobnie rodzice są tak zajęci że nie mają dla niej czasu a ona wyżywa się w szkole na wszystkich , ale odpuściła sobie nas od początku drugiej klasy , bo nie zwracaliśmy na nią uwagi , teraz uprzykrza życie pierwszakom . No cóż takie życie ...
-Kate chodź jeszcze ze mną do szafki , bo zostawiłam tam historię a mamy ją drugą - no cóż cała Klara , zawsze na ostatnią chwile jej się przypomni że miała iść do szafki .
Doszliśmy na pierwsze piętro po podręcznik i zeszyt , by potem zejść znowu na parter na pierwszą lekcję , która zacznie się za 4 minuty . Nasza klasa już tam była w całości , razem z nami , tylko nie było Eryka który zachorował na anginę i dopiero wróci w następnym tygodniu . Eryk to taki prymusek , który wszystko zawsze musi wiedzieć więcej od pozostałych , nie powiem że nie korzystałam z jego pomocy jak tłumaczył mi równania trygonometryczne z matematyki której za bardzo nie rozumiałam .
-patrz kto się na ciebie patrzy przy sali 009-szepnęła Klara
A ja już wiedziałam że chodzi o Davida , zawsze w poniedziałki mieliśmy koło siebie pierwszą lekcję , ja miałam w 011 a on 009
-Klara daj spokój , ja nic do niego nie mam , ale mógłby się czasami odezwać , chociaż proste cześć by wystarczyło , no przecież to że nie odwzajemniam jego uczuć nie znaczy że nie możemy być znowu znajomymi - powiedziałam
 I zadzwonił dzwonek , a wraz z nim szła już do nas nasza wychowawczyni Isabell Fritz , która jako jedyna z tak wielu nauczycieli była w stanie porozmawiać normalnie z uczniami , miała prawie 52 lata , i można było stwierdzić że jest naszą kochaną babcią , która wysłucha . Weszliśmy do klasy i od razu usiadłam w trzeciej ławce od biurka z rudowłosą Duncan , z którą przyjaźnie się praktycznie od dziecka . Była tak naprawdę blondynką , ale po wielu akcjach z Alex , przefarbowała włosy , oczywiście to ja musiałam jej nakładać farbę na włosy .
-Dobrze , także zacznijmy od obecności - i zaczęła nauczycielka sprawdzać obecność , zaznaczając że brakuje tylko Eryka . - mam dla was dobrą wiadomość , albo i złą , to zależy jak ją przyjmiecie -i zaczęła chodzić po klasie między ławkami
-stało się coś pani profesor , śmiało niech pani wali prosto w mostu - powiedział Brian Cain , który był naszym takim klasowym kabareciarzem
-dobrze panie Cain , nie owijając w bawełnę , mamy wycieczkę na cały dzień - oznajmiła
Aż wszyscy jak jeden chór krzyknęliśmy -Hura!!!
-a dokąd ?- spytała Ann
-odwiedzamy zamek rodziny Dewour jutro  - odpowiedziała ze spokojem
-w końcu zobaczymy jak mieszkają , może śpią w trumnach - zażartował Brian
Całą lekcję rozmawialiśmy o naszej wizycie , zapewniała nas że nic nam się nie stanie , gdyż sama królowa wstawia się za nami , zapewniając że nie wolno wampirom nas zaatakować . Dzień minął nam szybko , aż w końcu pożegnałam się z Klarą przed moim domem i weszłam do domu czując już w progu perfum taty , który roznosił się po korytarzu .
-wróciłam ! -krzyknęłam , weszłam do kuchni , gdzie zobaczyłam już mamę i tatę którzy jedli zupę z przedwczoraj
-jak w szkole - zapytała mama , kiedy to nalewałam sobie zupę na talerz . Był to rosół z makaronem własnej roboty
-normalnie, jutro mamy mieć wycieczkę do zamku królowej - powiedziałam biorąc do ust łyżkę z zupą
-ale nic wam tam nie będzie grozić ?- zmartwił się tata
-pani Fritz powiedziała , że królowa daje nam słowo że nas nie zaatakują -uśmiechnęłam się do nich pięknie i resztę obiadu jedliśmy w ciszy
Odłożyłam talerz do zmywarki , i odwróciłam się wychodząc z kuchni
-idę do siebie - i zwinąwszy z korytarza torbę z książkami w pokonując schody na piętro , weszłam do pokoju rzucając torbę na łóżko
. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie , wskazywał 16:13 . Wypakowałam książki i siadając do biurka zaczęłam robić zadania z dzisiaj , abym nie musiała ich później robić . Skończyłam zadania z dzisiaj i na środę przed 20:00 , jak mama przyniosła mi do pokoju dwie kanapeczki z pomidorem i ogórkiem , wraz z herbatą cytrynową moją ulubioną . Zjadłam wszystko , a potem schowałam książki na półki i zgarnęłam z szafy piżamę , szybko dosyć się umyłam i wskoczyłam pod cieplutką kołdrę aby odpłynąć w krainę snów. Z rozmyśleniem o jutrzejszym dniu u królowej wampirów.