środa, 4 września 2019

Rozdział 3

Wiatr we włosach , te zapachy , ludzie . Ale stop Victorze Dewour , nie jesteś taki jak twój ojciec. Nie pochodzisz od samej śmierci , nie jesteś taki , czas się zmienić , tylko czy właśnie nadeszła taka pora . Czy ja jedyny syn Arona Dewoura i Sophii Dewour jestem wstanie się zmienić , przynajmniej postaram się nie być taki chamski , arogancki i władczy…chociaż to moje najlepsze cechy jakie odziedziczyłem po jakże kochanym i uwielbianym ojcu. Moja matka od kiedy  się urodziłem zawsze przysparzała mi do głowy , że wampir to też człowiek , tylko że silniejszy , bez uczuć i z innymi zdolnościami , czego nie będą mieli na pewno ludzie. Zatrzymałem się przy tabliczce z napisem ,, Witamy w Luizanie” No proszę to tutaj moja matka sprawuje rządy , ciekaw jestem czy ucieszy się ktoś ze starych znajomych na mój widok .  Idę powolnym krokiem rozglądając się na boki , ludzie chodzą normalnie nie zważając że jest tu wampir , moją uwagę przykuwa biała tablica .Podchodzę i co widzę,, Prawa i obowiązki ludzi i wampirów’’ – no to jest już szczyt wszystkiego moja mama wymyśliła jakieś cholerne prawa które trzeba przestrzegać , nie po to żyję ponad 400 lat żeby teraz bratać się tymi kruchymi człowiekami.
      -musisz je przestrzegać Dewour jeżeli chcesz tu zostać – warczy za mną jakiś głos ,  a ja już wiem że jest to niejaki pan Iwan Bremel , liczący ponad 500 lat i należący do gwardii mojej matki .
     -nie mam zamiaru tutaj zostawać na dłużej Bremel – wycedzam przez zęby w stronę długowłosego blondyna , jest on z wampirów prawie najstarszy   bo ma taką starą twarz.                   
        Prawdopodobnie urządziły go tak czarownice 400 lat temu jak jeszcze istniały i nie palono ich jeszcze . Czarownice nigdy nie byłyby nieśmiertelne jak my , a podobno to nasz kochany gwardzista Iwan wydał nam kryjówkę czarownic , a my jako wampiry spaliliśmy ich cały dom tylko jedna zdążyła rzucić jeszcze klątwę na tego kto ją wydał nim została pochłonięta przez zabójczy żywioł.
-twoja matka szukała cię przez tyle lat
-nie baw się z moją niańkę Iwan , idę ją odwiedzić -  i ruszyłem moim pędem pod bramę zamku .
       Nie było mnie ponad sto lat a nic się z wierzchu nie zmieniło , rozejrzałem się po dziedzińcu i wyczułem sporą grupkę w ludzi w pałacu , na samą myśl o krwi aż ślinka cieknie . Ale opanuj się Victor masz się zmienić , koniec z zabijaniem .
    Ruszyłem schodami , otworzyłem drzwi i stanęło naprzeciwko mnie dwóch gwardzistów
    -no proszę tyle lat a wy wciąż tu –zacmokałem
     -nie wejdziesz do środka , królowa jest zajęta – odpowiedział Christian Volter
      -jakbyś nie zauważył już tutaj jestem – ominąłem ich a oni złapali mnie za ramiona przytrzymują–nie ładnie to tak atakować od tyłu , przecież ja muszę się bronić –odwróciłem się do nich twarzą a oni spojrzeli się na mnie ze strachem –nadal jesteście tacy sami – wkradłem się do ich umysłu.
         Patrząc jednemu potem drugiemu w oczy , nakazałem im aby zasnęli a ci jak na zawołanie jak stali tak upadli na ziemię choć mieli otwarte oczy . Wsadziłem ręce do kieszeni i ruszyłem w wampirzym tempie do Sali balowej skąd unosił się zapach ludzi , jak i mojej matki . Oparłem się plecami o skrzydło drzwi i słuchałem co tam mają do powiedzenia .
    -zrobię bal co wy na to?-no tego było za wiele , wiedziałem że moja matka chce w zgodzie żyć z ludźmi ale teraz .
    -sądzę że to będzie wspaniały pomysł w końcu może bezguścia założą sukienki –burknęła jakaś blondyna
     -ej licz się ze słowami-odkrzyknęła jej jakaś ubrana w dziwne kolory. Musiałem się wtrącić
     -bo coś ci się  stanie –odezwałem się tak chłodno , że obrócili się do mnie
     -Victor co ty tu robisz?-spytała królowa , a już byłem obok niej  ,spojrzało się na nas mnóstwo głów. No tak fakt , niektórzy wierzą  że stworzyła  mnie magia , gdyż nie mogłem tak po prostu  sobie dorastać. Matka jak zwykle  chce byćdla wszystkich  najmilsza , i najważniejszy dla niej jest pokój  wśród  mieszkańców. Dodając pare słów  i czekając  aż zaczną uciekać , z wiedzą że chce ich krwi , nastąpiło coś innego. Jedna z nich popchnęła swoją koleżankę  w moją stronę  , poczułem jej strach , więc  chciałem dodać jeszcze bardziej swojej złej natury , ale czar prysł jak tylko spojrzałem w jej oczy , te duże zielone oczy przepełnione tym czym wampir sie napawa najbardziej. Uspokoiła się , ale i tak przycisnąłem ją swoim ramieniem do torsu . Czułem to, nie bała się już , tylko zaskoczona była .
   Poczułem wtedy takie ciepło bijące od niej.
     -Victor , co ty robisz?-zapytała agresywnie moja rodzicielka
   -mamo , wiesz dobrze , że w jednej sekundzie mógłbym skręcić jej kark , porwać , albo zrobić tutaj rzeź – odpowiedziałem pewnie , wciąż bacznie przyglądając się jej  , obróciłem ją tak  że plecami  oparta była o mój tors obejmowałem jej ramiona by mi się nie szarpała bo zrobię jej coś  , –zobacz Katerine jakich masz bohaterskich przyjaciół , nie ładnie chłopcy i wy nazywacie się mężczyznami –zacmokałem  , nachyliłem się nad jej szyją  , zaciągnąłem się jej zapachem  który na długo pozostanie w moich nozdrzach , puściłem ją , mrugnąłem do niej , odwróciłem się do matki i podniosłem ręce w geście obronnym.
Podeszła do tej dziewczyny Katerine , a potem rozkazała Lucjuszowi ich wyprowadzić . Odwróciła się do mnie z niewyraźną miną
     -no dalej zawołaj tych cholernych gwardzistów i zamknij mnie – wrzasnąłem .
   Moja matka zamknęła drzwi od Sali z której parę minut temu wyszła ta grupka dzieciaków z kobietą .
    -nie będę cię nigdzie zamykać Victor –powiedziała spokojnie matka , no taka ona właśnie była , spokojna opanowana , do każdego wyciągała pomocną dłoń i może dlatego mój przeklęty ojczulek z nią był –gdzie byłeś tyle czasu , kazałam im cię szukać
    -świetnie , – odsapnąłem zażenowany , no tak moja wiecznie troszcząca się mamusia – masz mi za złe że go zabiłem –powiedziałem cicho , ona położyła mi dłoń na ramieniu i dodała
     -nie będę go opłakiwać , bo za dużo czasu minęło , ale myślałam że się zmieniłeś , a ja ciągle słyszałam , zabito dwóch , trzech , jedną osobę , prawdopodobnie to zwierzę , nawet nie wiesz jak się bałam o ciebie –powiedziała z rozżaleniem – nawet przywódca wilkołaków na ciebie poluje
    -a co mam powiedzieć , twój kochany mężulek , a mój kochany ojciec , do śmierci by mnie katował , kiedy jestem głodny , pojawiają mi się te wszystkie blizny na całym ciele ,chciałem w końcu by mnie zabił , ale ja wciąż żyję –odszedłem od niej kawałek , spojrzałem na nią –mam jedną wielką bliznę na szyi aż do ramienia ,   palił mnie , torturował , powiedział że nie mogę być silny jak on ,nie nawidził mnie kazał mi zdechnąć , nawet nie docierało do niego że byś go wyniła  , a kiedy mu powiedziałem idź do diabła , to ten mi odpowiedział , właśnie nim jesteś i trzeba z tobą skończyć
       -Victor minęło ponad 200 lat , przeżyłeś wiele wojen , wiele tortur , palono cię na stosie , wbijano kołek w serce w dawnych czasach , a ty to przeżyłeś , są nowe czasy synu , ludzie dają nam swoją krew a my w zamian ich ochraniamy przed niebezpieczeństwami , każdy z nich raz na miesiąc oddaje swoją krew ,  zostań ze mną synu – i przytuliła mi się do pleców dodając – co byś zrobił tej dziewczynie
      -wszystko , czego żadna z tych ludzi by nie chciała , wypił bym jej krew , ale na razie nie całą –oblizałem się –zrobił bym z nią takie rzeczy o których myślą ci słabi faceci , znów bym pił a potem zabił- powiedziałem stanowczo -mamo nie wiem , z jednej strony zabijanie jest poniekąd w naszej duszy , ale robiąc to jestem taki jak on -przetarłem włosy dłonią - sądziłem że umrę , wbił mi ten cholerny kołek w serce , i wiesz co się stało
     -mów- szepnęła
      -zaczął wrzeszczeć na mnie , że jestem potworem , wybrykiem natury , że nie powinienem istnieć od tylu lat -stanąłem naprzeciwko niej , położyłem ręce na jej ramiona -powiedział , że nikt nie może mnie zabić -przełknąłem ślinę , wpatrując się w przerażone oczy mojej matki-wtedy zabiłem go sztyletem i  wyrwałem mu serce , a potem spaliłem go
    -synu , przeżyłeś to się liczy - i zatopiłem się w jej uścisku , z którego  płynęło tyle pozytywnych uczuć , otrząsnąłem się z tego odszedłem w ciszy do pokoju w którym kiedyś zamieszkałem .
       Nie spojrzałem na moją rodzicielkę , nie chciałem widzieć tego wszystkiego . Najbardziej zastanawiało mnie to , kiedy mnie ojciec przetrzymywał , że nigdy nie kochał swojej żony , że wampiry nie mają uczuć , nie mogą kochać i nie zakładając rodzin . Ale przecież coś musiał czuć , skoro urodziłem się ja , a może specjalnie tak mówił chcąc mną manipulować. Pamiętam tylko , ten jego szyderczy śmiech , kiedy kilkadziesiąt razy wbijał mi kołek w ciało .
     Wszedłem do mojego królestwa , które naprawdę tak samo wyglądało jak odszedłem , wielkie łóżko , szafa , biurko , drzwi do łazienki , okno , i stary czarny fortepian , uśmiechnąłem się na ten widok . Położyłem się na łóżku i tępo wpatrywałem się w sufit , który był zdecydowanie za wysoko .
      Wciąż w głowie i w nosie miałem twarz tej dziewczyny jak i jej zapach , niby normalny , ale inny , a to mi wystarczało by zagłębić się dalej w historię tej dziewczyny , która tak strasznie się bała , kiedy to ją trzymałem , z drugiej strony zaglądając w jej umysł dostrzegłem kilka obrazów wspomnień , chyba sądziła że to jest jej ostatnia chwila życia , ale coś mi zdaje że niejaka panna Katerine Oswald o zielonych oczach jak szmaragd , wywoła u mnie coś co w pewnym sensie każdy z nieśmiertelnych chce ukryć przed całym światem , i przed własnym sobą, że my wampiry potrafimy czuć , nie nie możemy czuć bo nie  czujemy żadnych emocji albo bólu . Ale ta historia zobaczymy do czego doprowadzi .
           -chyba tu na dłużej zostaniesz panie Victorze – oznajmiłem do siebie uśmiechając się .